Alternatywna archeologia. Tego nie ma w szkolnych podręcznikach!

Kamień z Kensington – templariusze odkrywają Amerykę?

Kamień z Kensington

Kamień z Kensington

Fakt, że Wikingowie dopłynęli do Ameryki, a nawet przez krótki czas próbowali się tam osiedlać, jest powszechnie znany. Podręcznikowa wersja tej historii wskazuje, że próby kolonizacji zakończyły się wraz z końcem wypraw wikingów, około 1010 roku, a na kolejne wyprawy, które osiągnęły kontynent amerykański, trzeba było czekać ponad 400 lat, aż do Krzysztofa Kolumba.

Istnieje jednak artefakt zaprzeczający tej wersji. W 1898 roku pochodzący ze Szwecji Olof Öhman, farmer z Kensington w Minnesocie, oczyszczając swoje pole uprawne, wydobył z ziemi tablicę pokrytą dziwnymi znakami, które okazały się runiczną inskrypcją o treści:

Ośmiu Gotów i 22 Norwegów w badawczej podróży z Winlandii na zachód. Obozowaliśmy przy dwóch skalistych wyspach o dzień podróży od tego miejsca. Wyruszyliśmy łowić ryby na jeden dzień. Gdy powróciliśmy, znaleźliśmy dziesięciu naszych ludzi zakrwawionych i martwych. Niech Bóg chroni nas od złego. Mamy dziesięciu ludzi nad morzem pilnujących naszych statków, 14 dni podróży od tego miejsca. Rok 1362.

Mimo licznych kontrowersji i uznania znaleziska za falsyfikat późniejsze badania wykazały, że inskrypcja ma co najmniej pół tysiąca lat, a drzewo, którego korzenie oplatały kamień, wyrosło w czasie, gdy te tereny nie były zamieszkane. Pośrednie potwierdzenie, że z rozkazu króla Szwecji, Magnusa Erikssona, taka wyprawa miała miejsce, znajduje się również w średniowiecznych dokumentach. Niektóre dość fantastyczne teorie sugerują, że wyprawa może być dowodem na ucieczkę do Ameryki templariuszy, których zakon został rozwiązany w 1312 roku.

Dyski Dropa

Tak wyglądają dyski Dropa - o ile w ogóle istnieją

Tak wyglądają dyski Dropa – o ile w ogóle istnieją

W 1938 roku chińska ekspedycja archeologiczna, prowadząca prace na pograniczu Chin i Tybetu, odkryła wyjątkowo dziwne znalezisko. Obok pozostałości świadczących o tym, że ten rejon był przed tysiącami lat zasiedlony, odnaleziono kilkaset precyzyjnie wykonanych kamiennych dysków. Każdy z tych dysków znajdował się na grobie, a w grobach znaleziono szkielety ludzi o nietypowo niewielkim wzroście.

Dyski miały 30 centymetrów średnicy i około 1,5 cm grubości, a w środku okrągły otwór. Biegły od niego spiralne linie, przypominające nieco te znane z płyt gramofonowych. Bliższe oględziny pozwoliły stwierdzić, że linie to mikroskopijnej wielkości zapiski, wyryte znakami przypominającymi hieroglify. W latach 60. i 70. prowadzono – rzekomo – badania tych dysków, datujące znalezisko na około 12 tys. lat, jednak w późniejszych latach ślad po nich niespodziewanie się urywa.

Aby jeszcze bardziej zagmatwać i tak dość fantastyczne doniesienia, można znaleźć spekulacje łączące je z zamieszkującym pogranicze Tybetu mitycznym ludem, z którym w 1947 roku miała nawiązać kontakt angielska wyprawa badawcza. Kilka lat temu ukazała się poświęcona temu zagadnieniu książka “Gwiezdni rozbitkowie”, stwierdzająca, że twórcami dysków są przybysze z innej planety, którzy po lądowaniu w Tybecie nie byli w stanie wyruszyć w drogę powrotną. Ze względu na brak wiarygodnych źródeł trudno jednak uznać te rewelacje za coś więcej niż tylko fantazje ich twórców.

Regulamin komentowania

0 comments

Komentarze archiwalne